TL;DR
Nagranie to nie notatka. To nagranie.
Żeby cokolwiek z niego wyciągnąć, trzeba je przepisać — a tego nikt nie robi, więc pliki leżą i się piętrzą. Zbudowałem sobie coś, co przechodzi tę drogę za mnie, u mnie na Macu, i pierwszy raz mam folder transkryptów, do którego naprawdę wracam.
Szczegóły
Sporo nagrywam. Spotkania, warsztaty, czasem myśl rzuconą do dyktafonu na spacerze. Przez lata kończyło się to zawsze tak samo — katalogiem plików audio, których po miesiącu nie pamiętam i do których nigdy nie wracam, bo żeby do nich wrócić, musiałbym je najpierw odsłuchać w całości, a kto ma na to czas.
W pewnym momencie zrozumiałem, że problem nigdy nie leżał po stronie nagrywania. Nagrywać potrafi dziś każdy telefon, zegarek i dyktafon za stówę. Cała przepaść jest po drugiej stronie — między tym, że coś zostało nagrane, a tym, że da się z tego potem skorzystać. I nikt tej przepaści za nas nie przechodzi.
Więc napisałem narzędzie, które ją przechodzi. Wpinam kartę z dyktafonu, a ono samo wykrywa nagrania, transkrybuje je u mnie na Macu i wrzuca jako tekst prosto do notatek. Odpaliłem je 3 sierpnia 2025. Pierwsze, co przepisało, to moja notatka o tym, jak rozwiązać odwodnienie fundamentu w nowej oborze. Bardzo w moim stylu.
Od tamtej pory uzbierało się sto pięćdziesiąt dziewięć transkryptów — jakieś ćwierć miliona słów i ponad trzydzieści godzin mojego gadania. Ostatni wpis jest z dzisiaj. Gdybym miał to wszystko przepisać ręcznie, zeszłoby na to grubo ponad sto godzin — blisko trzy tygodnie roboczego stukania w klawiaturę. Z czego, nie oszukujmy się, połowy nie tknąłbym nigdy.
Nie wszystko to zresztą perły. Narzędzie wiernie przepisało mi nagranie, na którym mówię wyłącznie „OK". Innym razem dobrą minutę odgłosów z kieszeni. (Mam to na piśmie.)
I owszem, kiedy wpinasz kartę i tekst pojawia się sam, wygląda to trochę jak magia. Ale akurat to wiem od paru lat — że to nie magia.
Najlepsze w tym wszystkim nie jest jednak to, że coś się przepisuje samo. Najlepsze jest to, że pierwszy raz mam archiwum własnego głosu, do którego w ogóle chce mi się wracać. A że dzieje się to u mnie na biurku, a nie na czyimś serwerze — to już temat na osobno.
